Vinares to wyjątkowa selekcja win z różnych regionów, terroir, winnic i szczepów. To poszukiwanie idealnego doboru wina do potraw, łączenie wina ze sztuką i rozmową o winie przy winie. To wyjątkowe miejsce na kameralne spotkania, okolicznościowe przyjęcia prywatne i biznesowe, jak również na kolację we dwoje. To miejsce, gdzie dym papierosowy nie przeszkadza w kontemplacji doznań smakowych.
W zapomnianym już dziś skeczu Tadeusz Drozda opowiadał, jak to Polak i Rosjanin mieszali Stolich’ną i Wyborową w proporcji pół na pół, ponieważ obaj uznali, że kulturalni ludzie nie powinni pić czystej wódki, lecz drinki. Teza sama w sobie oczywiście nie jest prawdziwa, ale pomysł na ten koktajl, przyznają Państwo, oryginalny.
Niestety, w Polsce tradycji drinków nie mamy. Co najwyżej gin z tonikiem na lato. No i spotykane tu i ówdzie żubrówki z sokiem, albo whisky z colą. Jeśli już cola z rumem, to i tak amatorzy tej mieszanki nie zdają sobie najczęściej sprawy, że jest to klasyk pod nazwą „Cuba Libre”. Troszkę lepiej jest z „Krwawą Mary”.
Ale – zapyta ktoś – co ma z tym wspólnego tytułowe inne oblicze wina? Już odpowiadam. Bo wino jest zawsze dobrym rozwiązaniem. Zgodnie ze swoim pochodzeniem, przede wszystkim towarzyszy posiłkom. Ale doskonale wiemy, że nawet bez jedzenia smakuje świetnie, gasi pragnienie, poprawia humor i zacieśnia stosunki międzyludzkie. Oczywiście do pewnej granicy. Nie stosunków. Granicą jest ilość wypitego wina.
Czemu więc nie sięgnąć po wino, jako interesujący komponent koktajli? Sprawa jest prosta. Nie było komu tego zrobić! Dopiero pewien młody i zdolny barman podszedł do sprawy metodycznie. Nie wymienię jego nazwiska, bo byłbym posądzony o chęć wyłudzenia kilku darmowych kolejek...
Zrobił to tak. Dziesięć klasycznych receptur uzupełnił o białe, różowe, a nawet czerwone wino. Wpasowało się świetnie. Potem stworzył dwadzieścia kreacji na aperitif i kolejne dziesięć na digestif. Mrówcza, benedyktyńska praca. Z drugiej strony ciekawe, czy któryś z Benedyktynów wytrzymałby tyle prób (i błędów), nieuniknionych dla tego rodzaju twórczości. Zapytam przy okazji w podkrakowskim klasztorze.
Nie ma co rozwodzić się nad efektami tej pracy. Tego trzeba spróbować. Miłośnicy totolotka mają łatwiej – drinki ponumerowane są od 1 do 41. Jedne dedykowane są paniom, inne panom. Można więc sobie
z nieznajomą pograć przy barze w numerki. On pije numer 16 („Niewinny”), no to ona numer 15 („Cnotliwa”). No to on zamawia 32 („Wielbiciel”) i już po chwili w jej szklance pojawia się 23 („Zmysłowa”). Byle tylko dotarcie do numeru 40 („Zdobyta”) nie trwało zbyt długo, bo może się okazać, że wieczór trzeba będzie zakończyć numerem 24 („Bodyguard”). Znaczy się - przyjdzie przedwcześnie opuścić lokal. Wiem, co mówię!
A więc wszystkie te drinki są na bazie wina. Nazwy koktajli zabawne, receptury wyszukane. Radziłbym tylko wydrukować więcej egzemplarzy karty, bo podejrzewam, że będą znikały jak kamfora (sprawcami kradzieży będą z pewnością numer 9 „Wczorajszy” i numer 2 „Ona razem z nim”).
Wracając do wina, pamiętajmy, że oprócz tych największych, wielkich i poważnych istnieją także wina niepełne. Nie chodzi o konkretną wadę, bo takich nie należy używać nawet do gotowania. Niepełne to takie, którym brak harmonii. Weźmy na przykład słaby rocznik, białe wino kompletnie pozbawione alkoholu (dla autora to będzie jakieś 10,5 - 11% vol.). Czemu nie wzmocnić go innymi składnikami. I na odwrót. Czemu nie wykorzystać jego kwasowości, orzeźwiającego smaku i tych elementów bukietu, które uzupełnią całą kompozycję? Efekty są naprawdę zadziwiające. I bardzo, bardzo pozytywne.
W końcu wielcy specjaliści od win, Burgundczycy, od prawie stu lat cieszą zmysły Kirem, mieszanką nie najszczęśliwszego, powiedzmy szczerze, wina z białego szczepu bourgogne aligoté i likieru z czarnej porzeczki (cassis).
Czy koniecznie do każdego wina musimy zawsze podchodzić na kolanach, z emfazą i namaszczeniem? Czy nie damy mu szansy na ubranie się w nieco luźniejszą sukienkę? Czy nie pobawimy się z nim na wesoło? Czy nie pójdziemy pokręcić się z nim na kolorowej karuzeli? Oczywiście są tacy, którzy powiedzą: nie, nigdy. Ale nawet oni mimo wszystko powinni spróbować!
Pozdrawiam serdecznie,
Numer 26 („Drań”)
Vinares Wine Bar
ul. Bednarska 28/30, 00-321 Warszawa,
tel: +48 22 826 60 67, +48 22 828 88 61
Menedżer Restauracji, tel: + 48 603 201 210
winebar@vinares.pl